Za daleki Bliski Wschód

Zygmunt Kwiatkowski SJ
#
  • Wydawnictwo Święty Wojciech
    Poznań, wrzesień 2017
    240 stron
    ISBN 978-83-8065-127-2

Fragment książki Za daleki Bliski Wschód autorstwa Zygmunta Kwiatkowskiego SJ został opublikowany dzięki uprzejmości wydawnictwa Święty Wojciech.

Copyright: Święty Wojciech

Pustynia

Pustynia to piasek po kres spojrzenia, to niczym niezmącone pustkowie, to piękne słońce; to również jej przeciwieństwo, jej dialektyczny diapozytyw - zieleń drzew palmowych, ogrody, domy.

Pustynia ma również wymiar duchowy. Tutaj po­wstawały na przykład pierwsze zakony. To, co czynili mnisi odrzucający swój świat - ówczesne fortuny i sny o potędze - ma wymiar ponadczasowy. Problem, przed którym stanęli, nade wszystko zaś jego rozstrzygnięcie, są wciąż aktualne. „Opuszczając” świat, mnisi wybierali szansę skoncentrowania się na tym, co stanowi esencję życia. Ale przecież ludziom patrzącym na egzystencję inaczej niż oni taki krok wydawał się szalony; często był odbierany jako budzące podziw i zarazem lęk balansowanie na krawędzi życia i śmierci. Zależnie od osobi­stych przekonań oceniającego, postać mnicha była albo uosobieniem cywilnej odwagi i swego rodzaju męstwa, albo symbolem życiowej aberracji, zasługującej na litość, krytykę, względnie na wyniosłą tolerancję.

Kiedy zatem mówimy: „pustynia”, otwieramy wiel­ką księgę, w której możemy znaleźć różne treści. Jest to zresztą odrębne zagadnienie, którego nie będziemy teraz roztrząsać. Nie będziemy również analizować jej biblijnych wyobrażeń. Powiedzmy tylko tyle, że pustynia jako struktura egzystencjalna jest wpisana w powoła­nie człowieka, w jego naturę. Stanowi zadanie, drogę do przebycia. Jej fundamenty to Bóg oraz solidarność z Nim i z naturą. Człowiek żyje bowiem nie tylko dla siebie, lecz także po to, aby „uprawiać ziemię”, i czyni to zarówno z własnego upodobania, jak i dlatego, że taki jest porządek stworzenia. Sądzę, że paradygmat pustyni wyraża istotę losu człowieka. Dramat pustyni to dramat wyboru, dramat moralny, dramat wierności. Pustynia jest drogą prowadzącą przez wnętrze człowieka — drogą wymagającą namysłu, właściwych wyborów i wytrwa­łości. Trzeba także przypomnieć ten szczególny motyw w symbolice pustyni, który dotyczy nadejścia Mesjasza i wiąże się z Janową misją „prostowania ścieżek i wołania na pustkowiu” (por. Mt 3,3). Pustynia bowiem to nie tylko wołanie o pomoc, lecz także miejsce, z którego ta pomoc nadchodzi. To przecież ostoja proroków i prze­strzeń przygotowywania odnowy. Jej doświadczenie jest integralną częścią historii narodu wybranego. A histo­ria to zarówno fakty, jak i ich sens - dlatego pustynia jest wpisana w duchową tradycję judaizmu. Stąd weszła do duchowej spuścizny chrześcijaństwa, wzbogacona zresztą o nowe doświadczenie i nowe elementy rozu­mienia jej symboliki. Co więcej, to doświadczenie ma charakter uniwersalny, a jego symbolika - przynajmniej w zasadniczym zarysie — odnosi się do doświadczenia egzystencjalnego zarówno pojedynczego człowieka, jak i ludzkich zbiorowości, takich jak rodzina czy naród. Po­wołanie do ziemi obiecanej, droga przez pustynię pokus jako próba wierności, grzech jako poddanie się sugestii pokusy i zniszczenie harmonii, wołanie o pomoc i Boży ratunek w wysłanniku Bożym, zapoczątkowanie przez Niego nowej rzeczywistości królestwa Bożego, będącego spełnieniem się Jego obietnicy... Wszystkie te elementy są składowymi struktury życia każdego człowieka i każ­dej wspólnoty. Stwierdzenie uniwersalizmu symboliki i dostrzeżenie w niej znaczenia o wiele głębszego niż tylko fizyczne zmaganie się z zewnętrznymi i moralnymi trudami pokonywania drogi nie powinny odwieść naszej uwagi od pustyni w jej pierwotnym, namacalnym znacze­niu — od tego specyficznego środowiska geograficznego, które ma niezwykłą siłę oddziaływania na świat ludz­kich wartości, a raczej na dynamikę ich doświadczania i kształtowanie się ich hierarchii.

Nie sposób wymienić wszystkich pojawiających się w historii przykładów poszukiwań duchowości na pustyni, tym bardziej że nie mają one jednolitego cha­rakteru; często stanowią odbicie wielu potrzeb, przy­bierają indywidualne formy w różnych środowiskach i przypadkach. Powróćmy do pustyni konkretnej, a raczej do doświadczeń ascetycznych związanych z pustynią regionu Bliskiego Wschodu, szczególnie zaś do pustyni egipskiej, gdzie w początkach ery chrześcijańskiej kształ­tował się ruch monastyczny związany z takimi wielkimi osobowościami, jak św. Pachomiusz czy św. Antoni. To nadzwyczajne, że ten ruch jest do dziś żywy, a właściwie należałoby stwierdzić — odrodzony. Jeszcze trzydzieści— czterdzieści lat temu był ledwie tlącym się kultywowa­niem resztek dawnej świetności. Mogłoby się wydawać, że w dobie postępu technicznego i szybkich przemian kulturowych ruch ten szybko zgaśnie, a o istnieniu tra­dycji będą świadczyć tylko zabytki architektury. Stało się inaczej - wbrew przepowiedniom i wbrew, zdawałoby się, oczywistości, jaką jest triumfalny pochód wysoko rozwiniętej techniki.

Najbardziej znane klasztory znajdujące się w Wadi an-Natrun, na pustyni między Kairem a Aleksandrią, doświadczają nadzwyczajnego rozwoju. Jeden z nich, o nazwie Deir Abu Makaria, gromadzi około stu mni­chów. Większość z nich to ludzie młodzi lub w średnim wieku, po studiach wyższych. Jest to zatem wzrost nie tylko ilościowy... Dotychczas mnisi nie przywiązywali wagi do wykształcenia; prowadzili półpustelnicze albo pustelnicze życie w mocno podniszczonych starożyt­nych klasztorach lub skalnych pieczarach, bez jakiejś wyraźniejszej organizacji. Obecnie Deir Abu Makaria to kamienna i betonowa twierdza, opasana — niczym pier­ścieniem — dwupiętrowym murem. Wrażenie bastionu pogłębia niewielka liczba małych okienek w jego ze­wnętrznej części, skierowanej w stronę pustyni. Do muru od wewnątrz przylegają klasztorne budynki z pomiesz­czeniami dla mnichów i pielgrzymów oraz zabudowania gospodarcze. W samym środku pierścienia znajdują się ogrody i budynki sakralne. Dzisiaj dojazd do klasztoru jest bardzo łatwy, ponieważ w odległości kilku kilome­trów przez pustynię biegnie autostrada Kair-Aleksandria. Od autostrady do klasztoru prowadzi szeroka asfaltowa droga. Po obu jej stronach rosną gaje daktylowe, rozpo­ścierają się pola uprawne, stoją obory i budynki prze­mysłowe. To nowoczesne gospodarstwo zakonne, znane w całym kraju, odznaczane nagrodami i wyróżnieniami państwowymi, dostarcza swoje produkty do najbardziej luksusowych kairskich hoteli.

Działalność gospodarcza to jedno oblicze klasztoru, które dostrzega się już na początku wiodącej ku niemu drogi. Ta tętniąca życiem oaza budzi podziw z powodu rozmachu i widocznych osiągnięć, niemożliwych bez zna­komitej organizacji pracy. Gdy dojeżdża się do klasztoru, trzeba się najpierw zatrzymać przy pierwszym murze i pierwszej bramie, którą obsługują zakonnicy w czar­nych — pomimo żaru lejącego się z nieba — habitach. Następnie mija się kilkudziesięciometrowy pas ogrodów i staje się przed owym kolistym murem; tu znajduje się właściwa furta zakonna. Odnosi się wrażenie, że jest się w twierdzy. Czy to świadome nawiązanie do przeszłości, kiedy to klasztory bywały obiektami najazdów i napaści? A może raczej jest to wyraz stanu ducha — poczucia za­grożenia, które tym bardziej nasila tendencję do szukania

ochrony i bezpieczeństwa? Ta uchwytna cecha duchowo­ści egipskich Koptów kształtowała się przez długie wieki prześladowań i kulturalno-religijnego naporu islamu. Trudne doświadczenia z przeszłości mogą wiele wyjaśnić w kwestii wyjątkowo silnego przywiązania Koptów do tradycji (na tym tle należy rozpatrywać ich nieufność do chrześcijaństwa europejskiego, które tak zmieniło swe oblicze w okresie posoborowym). Wyraża się ono na przykład w kultywowaniu języka koptyjskiego - mimo że od wielu stuleci jest on już martwy i ustąpił pola językowi arabskiemu — a także starożytnej liturgii w jej antycznym kształcie; w zachowywaniu surowej ascezy, zwłaszcza licznych postów. Klasztor jest miejscem nie tylko pielęgnowania ducha chrześcijańskiego, medytacji i modlitwy, odprawiania nabożeństw i sprawowania litur­gii, przyjmowania pielgrzymów i duchowej opieki nad nimi, lecz także pracy intelektualnej, wymiany z różnymi ośrodkami duchowości z Egiptu i spoza jego granic.

Najbardziej znaną postacią w Deir Abu Makaria jest ojciec Mateusz Maskin, jeden z filarów odnowy, autor wielu publikacji. Część jego tekstów przetłumaczono na języki angielski i francuski; są to głównie prace teologiczno-ascetyczne, choć nie brak też odnoszących się do zagadnienia ekumenizmu. Członkowie wspólnoty zakonnej opuszczają czasem klasztor, by wziąć udział w konferencjach lub wygłosić wykłady. Niektórzy zakonnicy systematycznie współpracują z parafiami kairskimi oraz parafiami z innych regionów Egiptu. Bardzo ciekawa jest nowa inicjatywa. Otóż zakonnicy udają się w grupach do klasztorów leżących w innych częściach kraju, aby wskrzesić w nich życie mnisze. Są to przeważnie ruiny niemożliwe do zamieszkania, opuszczone przed wiekami, stanowiące jednak wystarczające usprawiedliwienie dla władz (utrudniających jakiekolwiek sakralne budownic­two chrześcijańskie, a nawet zwyczajne remontowanie kościołów) do zrobienia tego pierwszego kroku — fizycz­nej obecności w ruinach i stopniowego organizowania kultu religijnego.

Dla jasności należy jednak dodać, że klasztory w Egipcie nie mają jednakowego oblicza — są bowiem autonomiczne i każdy ma własną specyfikę. Przyjęcie ogólnego wizerunku życia zakonnego w tym kraju na podstawie jednego opisu byłoby zatem pomyłką. Już same klasztory w Wadi an-Natrun znacząco różnią się między sobą. Różnica między nimi a tymi, które są po­łożone na wybrzeżu Morza Czerwonego, też jest bardzo duża; tamte, mniej liczne, zachowały obok dawnej archi­tektury wiele z dawnej tradycji - są mocniej kontempla­cyjne i w mniejszym stopniu zorganizowane, chciałoby się powiedzieć, na sposób europejski.

Jako charakterystyczny przykład chciałbym podać klasztor Edfu. Wzniesiono go na wschodnim brzegu Nilu, na obrzeżach pustyni. Trudno się tam dostać i trud­no o niego dopytać, bo jest jeszcze mało znany, choć to świadek antyku chrześcijańskiego. Przez wieki był opuszczony. W okolicy mieszka ludność muzułmań­ska. O chrześcijańskiej tradycji tego regionu świadczą zabytki architektoniczne, a dzisiaj - także dwaj młodzi zakonnicy, niemal chłopcy, ubrani w jasne galabije i białe „żydowskie” czapeczki; zupełnie jak okoliczni wieśniacy Żyją oni również jak wieśniacy, albowiem przylegające do klasztoru tereny po wywierceniu studni głębinowej nadają się pod uprawę. Zakonnicy pracują więc w polu, a po pracy odmawiają modlitwy, których nauczyli się w domach rodzinnych lub od przybywającego tu co ty­dzień ojca duchowego, i organizują czytanie pobożnych broszur. Wierni tradycji, recytują modlitwy po koptyjsku, chociaż przeważnie nie rozumieją sensu wypowia­danych słów; słuchają kazań zarejestrowanych podczas kościelnych uroczystości, ale najprawdopodobniej modlą się przede wszystkim zmęczeniem i samotnością na tej bezludnej wyspie, pozostawieni samym sobie i swojemu entuzjazmowi dla Kościoła w Egipcie. Są na początku drogi zakonnej. Pobyt w tym klasztorze to dla nich ro­dzaj próby powołania (nam nie może się to pomieścić w głowach). Jeszcze raz Wschód nas zaskakuje, choć sądziliśmy, że poznaliśmy już wszystkie jego tajemnice. Życie w klasztorze jest bardzo monotonne. Gdy się tam pojawiliśmy, spotkaliśmy się ze szczerą serdecznością i z prostotą. Mnisi nalegali, żebyśmy się posilili i zostali dłużej; chętne pokazywali nam też pamiątki.

Nie sposób dokonać podsumowania; lepiej pozostać przy spostrzeżeniach jednostkowych, odnoszących się do konkretnych miejsc. Nasuwają się jednak pewne refleksje ogólniejsze, rodzaj pytań, które wydają się być usprawiedliwione jako odnoszące się nie tylko do rze­czywistości egipskiej, lecz także do życia monastycznego w ogóle. Oto próbka takich pytań: jak we właściwy sposób łagodzić napięcie pomiędzy tradycją i wiernością przeszłości a obecnym czasem z jego postępem technicz­nym i przemianami kulturowymi?, jak mocna powinna być wierność i — z drugiej strony — jak dalece można się poddać fascynacji nowoczesnością? Dotykamy tu podstawowych zagadnień: jakie są pryncypia życia mo­nastycznego?, jaki jest jego cel? Pozornie wydaje się, że są to pytania retoryczne, bo wszyscy znamy na nie odpowiedzi. Tymczasem nie jest to takie oczywiste, gdy w praktyce trzeba dobierać środki, by pogodzić potrzebę modlitwy z prowadzeniem studiów, podejmowaniem pielgrzymów, pisaniem opracowań naukowych, dba­łością o sprawy liturgii, katechezy. Dochodzi do tego troska o materialne funkcjonowanie dużej wspólnoty podejmującej się realizowania tak wielu zadań, co z ko­lei wymaga uzgodnienia — przynajmniej w pewnym stopniu - „rytmu” życia zakonu z pracą wielu orga­nizacji świeckich znajdujących się poza klasztorną enklawą. Należy, jak sądzę, wystrzegać się absolutyzo­wania zarówno elementu tradycji, jak i nowoczesności. Chodzenie za wołami nie musi być bardziej uświę­cające aniżeli posługiwanie się traktorem; podejmo­wanie pielgrzymów w lepiankach czy prymitywnych kamiennych halach nie musi bardziej przybliżać do Boga niż umieszczanie ich w pokojach wybudowanych według dzisiejszych standardów. Ważne, żeby rzeczywi­ście chodziło o Boga, aby to On był punktem wyjścia rozlicznych inicjatyw — i punktem dojścia. Ważne, by klasztory pielęgnowały ducha ewangelicznej prostoty i życzliwości, który wyraża się w serdecznych gestach, gościnności, gotowości do podzielenia się własnym doświadczeniem, zdolności słuchania innych. Ważne, aby Bóg był „namacalnie” obecny w sposobie funk­cjonowania klasztoru — zbiorowej ikony Ewangelii, społeczności, w której wszyscy są braćmi, ponieważ wszyscy są dziećmi jednego Ojca.

Można by chyba powiedzieć o zasadniczym powo­łaniu klasztoru również tak: jest to życie przeniknięte pierwiastkiem pustynności. Klasztor powinien być miejscem dla tych, którzy znają pustynię i jej niebez­pieczeństwa i mogą pomagać innym w odszukiwaniu drogi do zwyczajnej codzienności w zwyczajnym świecie.