Exodus

29.01.2018 Łukasz Orbitowski
#
  • Sine Qua Non
    Kraków, listopad 2017
    448 stron
    ISBN 978-83-65836-27-4 (miękka oprawa), 978-83-8129-050-0 (twarda oprawa)

Łukasz Orbitowski „Inną duszą” przebojem wdarł się na szczyty rodzimej prozy. Nie znaczy to jednak, że przedtem pisał słabo. Co to, to nie. Zawsze posiadał szósty zmysł, dzięki któremu tworzył wiarygodne historie. Jednak poprzednia powieść była wyraźnym skokiem jakościowym. Od pierwszych do ostatnich słów trzymała za gardło, przedstawiając pozornie banalnych bohaterów uwikłanych w zło. Co ciekawe, autor napisał ją na zamówienie, na potrzeby nowej serii wydawniczej. Oparł też fabułę na faktach, konkretnie – głośnym morderstwie mającym miejsce w latach 90. w Bydgoszczy. Tak wysoko ustawiona poprzeczka dla każdego jest wyzwaniem, toteż zastanawiałem się, jaki będzie „Exodus” – najnowsza powieść Orbitowskiego. Czy przebije „Inną duszę”, czy skręci w zupełnie inne rejony, czy będzie odcinaniem kuponów od rewelacyjnej poprzedniczki. Wiadomość jest taka, że autor ani nie odcina kuponów, ani nie skręca w zupełnie inne obszary, nie powraca również do fantastyki, nie przebija również „Innej duszy”. Czy fakt ten oznacza, że „Exodus” jest powieścią niedobrą? Nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie. Jednak literatura to nie wyścigi, więc trudno mierzyć wszystkie utwory tą samą miarą. „Inna dusza” pozostaje wciąż najlepszym, co wyszło spod pióra Orbitowskiego, jednak „Exodus” w najmniejszym stopniu wstydu nie przynosi.

Autor zostawił fantastykę na boku, więc najnowsza jego powieść w żaden sposób już do niej nie próbuje nawiązywać. „Exodus” jest do bólu realistyczny, rzekłbym nawet, że naturalistyczny. Nie pozostawia złudzeń co do opinii autora na temat ludzkiej kondycji. Człowiek, według niego, to istota przesiąknięta złem, niemoralna, tchórzliwa, a co najważniejsze – skarlała. I tutaj widać wyraźnie, co Orbitowski sądzi na temat współczesnego świata, a szczególnie cywilizacji zachodniej. W jednym z wywiadów nie pozostawił na niej suchej nitki. Zobaczył w naszym świecie to samo, co widzą konserwatywni katolicy – zgniliznę i porubstwo. Bożka seksu i hedonizmu, tyle że nie opakowanego w pozłotko jak w piosenkach dla młodzieży z letnich festiwali. Tym razem bożek ten pokazuje swoje szpetne oblicze od samego początku. A twórca od wszelkiej religii jest przecież zupełnie daleko. Jednak nie przestaje dziwić fakt, tym bardziej, że już nie po raz pierwszy, jego utwory ani religii nie atakują, ani nie są pochwałą współczesnej zachodniej antykultury. Może to po prostu uczciwość w wyciąganiu wniosków? A może też zanurzenie w świecie muzyki metalowej? Bo czego by o niej nie mówić, z opisywaniem uroków łatwego życia nie ma ona niczego wspólnego.

„Exodus” to powieść o ucieczce, współczesna powieść drogi, w której środki transportu zmieniają się w zależności od miejsca docelowego. Główny bohater utworu na początku panicznie próbuje dostać się do Berlina. Przed czymś ucieka, a czytelnik dowie się tego dopiero po połowie lektury. Na razie będą musiały mu wystarczyć retrospekcje oraz zagadkowa scena, rozwijana przed początkiem każdego rozdziału. A w tych retrospekcjach poznajemy banalnego, miałkiego Piotrusia Pana, bronionego przez mamusię przed trudnościami życia. Mamy tam również szybką ciążę, szybki ślub i nudną egzystencję małżeńską z dzieckiem w tle. Janek, bo takie imię nosi bohater, jest typowym pracownikiem umysłowym, lewacy powiedzieliby – prekariuszem, inni zaś – korposzczurem. Pełno takich dzisiaj w filmie i literaturze. Snują się, zatruwając życie otoczeniu, wiecznie niezadowoleni z tego, co mają. Retrospekcje te rozwijają się aż do wstrząsającego finału, w którym w końcu dowiadujemy się, przed czym główna postać ucieka. A jej antypielgrzymka wiedzie przez rozpasany i smutny Berlin, obóz dla uchodźców w dawnej Jugosławii, środowisko przestępcze Lublany w Słowenii, a w końcu – prawie na końcu świata – grecką wyspę. Nigdzie nie ma ani śladu europejskiej tożsamości, jest za to wielokulturowa magma, którą wszyscy ze spokojem przyjmują. Europa w „Exodusie” nie odwołuje się już do swoich tradycyjnych wartości’. Dowodem obóz dla uchodźców, sentymentalnie nazwany „Imagine” niczym tytuł jednej z bardziej kłamliwych piosenek wszech czasów. Jego pracownicy, mający głowy pełne humanitarnych sloganów, żyją tak, jakby nawet ten humanitaryzm już ich nie cieszył.

Nie cieszy też cały obraz Europy – to zgliszcza świata, który kiedyś był prężnym miejscem. Pośród nich próbuje ukryć się główny bohater „Exodusu”. Jego droga nie będzie jednak wiodła ku oczyszczeniu, w końcu sam jest dzieckiem swojej epoki. Nie ucieknie ani przed sobą, ani przed Europą. Otwarte zakończenie sugeruje bowiem sytuację odwrotną. Nie wiemy, dokąd jeszcze wybierze się Janek, ale to z pewnością nie koniec jego wojaży. I skoro nie ma w tym świecie ani Boga, ani nawet jakiejkolwiek duchowości, jest on miejscem niezdatnym do życia, na którym jakimś cudem mieszkają ludzie.

- Michał Żarski